czwartek, 16 stycznia 2014

Limbo

23 Grudnia 2013 roku, jak co roku odbywał się przedświąteczny rush. Tak, mnie też ta gorączka dopadła. Tyle, że z nerwów. Dlaczego? Jeśli pamiętacie pierwszy wpis dotyczył martwego kompa.
Zmartwychwstał po krótkim pobycie w elektronicznym limbo - serwisie.

W miejscowości w której mieszkam serwisów komputerowych nie brakuje, ale ze względu na moją nie ufność względem obcych preferuje tylko jeden. No bo wyobraźcie sobie obca osoba dotyka swoimi lepkimi łapskami twojego komputerowego towarzysza. Twoją świątynie pornoli i gier wideo. Twoje narzędzie pracy. No nie wydaje mi się. Mniejsza z tym.

Zgon komputera orzekłem na podstawie zapachu spalenizny wydobywającego się z pod obudowy. Tak, nareszcie HDD po 6 latach nieustannej służby odpuścił posterunek. Wydawać by się mogło że to okazja idealna na wymianę kilku rzeczy w celu przyspieszenia, odświeżenia sprzętu. Początkowo miała to być tylko wymiana dysku na SSD i dokupieniu ramy. No i tu na samym początku pojawiły się komplikacje. Okazało się, że płyta główna nadaje się do gówna. Misieł chciał DDR3 i chcieć dalej może. Ostatecznie w niewytłumaczalny dla mnie sposób z pozoru tania wymiana okazała się zabawą na około 1,5 tyś złotych. Gdy dostałem w swoje łapki wycenę oniemiałem. Po kilku bitwach z własnymi myślami stwierdziłem, że poczekam na upgrade, aż sprzedam nerkę.



Po prawie miechu odzyskałem go. Wymieniłem tylko dysk na SSD. Nie żałuje. AutoCad otwiera się w 5 sekund. Prawie zbierałem szczękę z podłogi gdy zobaczyłem, że system się uruchamia w mniej niż 4 sekundy(przedtem mogłem sobie w między czasie zaparzyć herbatę). Oczywiście Diablo 2 odpala się jak złoto i o to mi chodziło.

Po odzyskaniu sprzętu zbierałem się 2 dni na otwarcie projektu dla mojego ojca( level 65 nerkiem sam się nie wbije). Przysiadłem do niego na godzinę, aby wprowadzić zmiany zasugerowane przez tatka. Zmiany chujowe. Trza było zmienić układ  tramów więźby dachowej. Przedtem też to zrobiłem, ale zachowując wszystkie prawa logiki. Nie tym razem Panie Misieł. Pomijając sam fakt, że przez cały czas zastanawiałem się nad tym czy nam to jebnie na głowy czy nie. Uznałem w efekcie końcowym, że zminimalizowałem ryzyko potencjalnej katastrofy budowlanej do zera, ale kosztem rozbierania połowy domu(nasz klient nasz pan!).
Tatko przyszedł, zobaczy,ł podumał, rzucił kurwą czy dwiema. Zaciągnął mnie na poddasze i rozłożyłem ręce w wymownym geście mówiąc  - "Chciałeś? Masz!". Po powrocie na dół wysnuł kilka teorii z zakresu mechaniki budowli i technologii budowlanej. Ja natomiast położyłem się na biurku. Nirwana. Po wyrysowaniu mu co i jak i dlaczego, doszedł do wniosku, że się nie da tak (brawo!). Wymyślił coś innego mniej inwazyjnego. Toćka w toćkę to co mu za pierwszym razem  zasugerowałem, narysowałem podałem na srebrnym półmisku. Musiał chyba po prostu sam do tego dojść, na swój rozum. Zaśmiałem się tylko szpetnie w duchu i przytaknąłem mu. "Tak masz racje Tato". Chylę czoła przed potęgą twej zajebistości i wyszedłem z domu.

                                         Totalne przeciwieństwo rzeczywistości
        
 Mały kroczek ku dobru powszechnemu. Quest Completed.

 Miseł, Out. 

   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz