sobota, 11 stycznia 2014

W stronę nonsensu

Ledwo dodałem jedną notkę. A przypomniałem sobie o czym chciałem dziś napisać.

Wesoły dziś nastał dla mnie dzień. Obudzony przez komórkę o 10. O 10!? w wolny dzień? Jak sam się przekonałem da się. No bo tak, dziś jadę do stryjka inwentaryzować dwie budy po środku, uwaga, BAGNA!

Kochany wujaszek upierdolił sobie wybudować pub dla roboli wracających po ciężkiej pracy z tartaków. Nie przewidziało wam się, tartaków. Miejscowość(wiocha zabita dechami z miejscowego tartaku) w której mieszka mój brat mojego ojca jest istnym zagłębiem stolarskim.

Sam sobie zresztą uwidział swego czasu tartak i go miał, do puki nie zbankrutował przez jego alkoholizm co w sumie tłumaczy pub. Po co chodzić do wodopoju jak można samemu mieć wodopój. Tajemnicza kwestia kasy na to przedsięwzięcie pozostanie tajemnicza, minus koszty projektu bo oczywiście ja sobie mogę dać do portfolio. Tylko, że potem musiał bym to portfolio zjeść bo z takim dorobkiem zawodowym to mogę sobie dupę podetrzeć.

I pojechaliśmy. Ojciec też pojechał jako osoba towarzysząca, bo z bratem to się napić musi (i innej opcji nie ma). Zostałem sam na kilka godzin sobotniego popołudnia. Ja i dwie budy z płyty OSB. Bądź tu mądry i pisz wiersze. A nie da się. W ostatecznym rozrachunku po przelaniu tej katastrofy budowlanej na papier doszedłem do wniosku, że łatwiej by było przemalować zebrę na konia, albo lwa na tygrysa, niż zrobić z meliny salon. Hmmm... z drugiej strony tylko parasola w dupie się nie da otworzyć, coś by z tego było gdy mój Einstein przedsiębiorczości miał na to pieniądze. A nie ma. Przy odrobinie szczęścia uda mi się zrobić z tego coś około barowego (przy takich nakładach finansowych). Jest też opcja taka, że skończę projekt a on się rozmyśli więc moja praca jeszcze bardziej będzie bezcelowa.

Ciekawe na jak długo wstrzymam oddech  pod wodą...


Misieł


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz